"If you put your mind to it, you can accomplish anything". ~GACKT

Ostatnio najpopularniejsze posty:

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Japonia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Japonia. Pokaż wszystkie posty

Grobowiec świetlików, 1988, Japonia

Opowieść o rodzeństwie - nastoletnim chłopcu i jego kilkuletniej siostrzyczce - próbujących przetrwać wojnę. Animowany film o dzieciach doświadczających okropności wojny, pokazujący historię głównych bohaterów w sposób realistyczny i bezlitosny.


tytuł oryginalny: Hotaru no haka, 火垂るの墓
inne tytuły: Grave of the Fireflies
reżyseria: Isao Takahata
scenariusz: Isao Takahata, na podstawie powieści "Grobowiec świetlików" Akiyukiego Nosaki
muzyka: Michio Mamiya
dźwięk: Yasuo Uragami, Hisanori Ōshiro
zdjęcia: Nobuo Koyama
montaż: Takeshi Seyama
scenografia: Nizou Yamamoto
producent: Ryoichi Sato, Toru Hara
studio: Ghibli
występują: Tsutomu Tatsumi (jako Seita), Ayano Shiraishi (jako Setsuko), Yoshiko Shinohara, Akemi Yamaguchi


To animowany film pokazujący bez ogródek życie i śmierć w realistycznej scenerii II wojny światowej. Historia okrutna, lecz nie jest w niej bezpośrednio wskazane żadne inne źródło okrucieństwa poza realiami wojny samymi w sobie. To czasy, w których dla nikogo nie ma litości, nikomu nie pozostawia się złudzeń, nawet dzieciom. Film, chociaż zawiera drobny element nadprzyrodzony, w większości jest brutalnie realistyczny, uderza w widza bez żadnych łagodzących środków. Te piękniejsze sceny, ukazujące zwykłą dziecięcą radość, uśmiech, troskę - tym bardziej przeszywają bólem. Pomiędzy nimi a scenami cierpienia i smutku jest ogromny, bolesny kontrast.


Ten film nie prowadzi do katharsis. Pozostawia w niespokojnym smutku. Mnie unieszczęśliwił, zranił. Czułam się po nim chora. Zbliżał się do granicy, za którą się już nie chce nic odczuwać. Z pewnością nie jest tak, że każdy w ten sam sposób odbierze ten film, jednak bezdyskusyjnie ta opowieść to tragedia dwojga dzieci bez happy endu. Chyba że za szczęśliwe zakończenie uznamy pokój, który nadszedł po wojnie, który przyniósł Japonii rozkwit i dobrobyt - jednak jest to już inna historia, to szczęście nie zostało dane dzieciom - bohaterom filmu.


To, co najdotkliwiej odczuwa się podczas oglądania tego filmu, to brak łaski. Los jest niemiłosierny. Nie wybiera, nie traktuje lepiej młodych słabych istot, które niczemu nie zawiniły. To los wojenny, który przynosi choroby, głód, rany, śmierć. Próżno żywić nadzieję na cud. To opowieść o rozpaczy i krótkich chwilach radości - pomiędzy bombardowaniem Kobe w marcu 1945 a wrześniem tego samego roku.


Ten obraz został zaliczony do najlepszych i najbardziej znaczących dzieł kinematografii. Scenariusz do filmu został napisany na podstawie powieści Akiyukiego Nosaki. Według reżysera nie jest to wcale film antywojenny, jak postrzegali "Grobowiec świetlików" niektórzy krytycy, lecz film o osamotnieniu społecznym dwójki rodzeństwa. I w oderwaniu od społeczeństwa dzieci te nie są w stanie przetrwać.

Cały film można obejrzeć tutaj:


Moja ocena: 5 - uważam, że to bardzo dobry film, ale nie chciałabym go obejrzeć jeszcze raz.

Rail Truck, 2010, Japonia, Tajwan

Japonka z dwojgiem dzieci odwiedza tajwańską rodzinę swojego zmarłego męża - nie jest to podróż do wielkiego miasta, lecz do małej wioski otoczonej lasami i morzem. Dla japońskich chłopców wszystko jest nowym doświadczeniem: tory na wzgórzach, wózki do przewożenia towarów, mieszkańcy wioski, mówiący po tajwańsku rówieśnicy. Wśród bujnej zieleni i drewnianych domostw unosi się duch dawnych czasów.


tytuł oryginalny: Torokko, トロッコ
inne tytuły: Rail Truck, 軌道
reżyseria: Hirofumi Kawaguchi
scenariusz: Hirofumi Kawaguchi, Shing-Ming Huang, na podstawie powieści Ryūnosukego Akutagawy
muzyka: Ikuko Kawai
dźwięk: Du-Che Tu
zdjęcia: Ping Bin Lee
montaż: Yukako Kobayashi
scenografia: Wen-Ying Huang
producent: Ching-Song Liao, Kazunari Hashiguchi
występują: Machiko Ono (jako Yumiko, mama), Kento Harada (jako Atsushi, synek), Kyoichi Omae (jako Toki, synek), Liu Hong (jako dziadek), Han Chang (jako wójek), Mei Feng (jako babcia), Fang Wan (jako ciocia), Bryant Chang (jako Zheng-Zhe, młody sąsiad)


Wizyta w górskiej wiosce tajwańskiej, wśród drzew, wzgórz poprzecinanych torami, z morzem błyskającym na horyzoncie, za którym leży Japonia - kraj odniesienia. Bo na planie bliższym mamy relację pomiędzy japońską a tajwańską częścią rodziny: matka Japonka, ojciec Tajwańczyk (już nieobecny), dzieci z mieszanego związku wychowane w Tokio, tajwańscy dziadkowie mieszkający w wiosce otoczonej lasami. Synowa odwiedza teściów z prochami zmarłego męża, pokazuje wnuki. Na planie dalszym mamy jednak sięgającą II wojny światowej relację pomiędzy dwoma światami - Japonią a Tajwanem. Relacją pomiędzy dwoma porządkami, dwiema kulturami.


Film zaskoczył mnie wyraźnym wyartykułowaniem podziwu, jakim starszy już Tajwańczyk od młodości darzył Japonię - kraj jego marzeń. Japonia przedstawiona jest w tym filmie jako marzenie, cel, wzorzec. Japonia inspiruje, daje siłę do działania, wyznacza aspiracje, zmienia na swoje podobieństwo, do tego stopnia, że tajwański dziadek chłopców przyznaje, jak brzmiało jego drugie - japońskie - nazwisko. Miał swoje oczekiwania wobec Japonii. Opowiada o swoich marzeniach, o nadziejach, jakie wiązał z Japonią, jak uczył się języka japońskiego, jak dla Japończyków pracował, i jak - w końcu - gdy odeszli z Tajwanu - poczuł się rozczarowany ich odejściem, opuszczony, zdradzony.


Film przede wszystkim zachęcił mnie do przyjrzenia się współczesnej historii Japonii i relacjom japońsko-tajwańskim. Zaintrygował wyjątkowo pozytywnym obrazem Japonii w oczach Tajwańczyka. Sprawił, że szukam informacji o wspólnej historii obu narodów. Chciałabym dowiedzieć się, czy ten pozytywny obraz relacji tajwańsko-japońskich odpowiada rzeczywistości.


Film obejrzałam w ramach Filmowych Śród organizowanych przez Ambasadę Japonii.

Trailer do filmu:


Moja ocena: 3 - w miarę ciekawe w trakcie oglądania, ale potem stwierdziłam, że niekoniecznie ;-) To nie jest zły film, ale niektóre sceny mnie nie przekonały. Szczególnie sceny z udziałem dorosłych wydały mi się w niektórych momentach nieprzekonujące, sztuczne. Najlepszymi aktorami w tym filmie byli moim zdaniem dwaj najmłodsi chłopcy.

Heaven's Postman, 2009, Korea Południowa, Japonia

Delikatna jak zdjęcia na koreańskim blogu opowiastka o listach wysyłanych do nieba. I o młodym, trochę nieobecnym, trochę zaspanym listonoszu z pogranicza dwóch światów, w którego rolę wcielił się Kim Jaejoong (TVXQ, JYJ).


tytuł oryginalny: 천국의 우편배달부, Cheongukui Woopyeon Baedalbu, Cheongukui Woopyeonbaedalbu
inne tytuły: Heaven's Postman, Postman to Heaven, Tengoku e no Yuubin Haitatsunin, 天国への郵便配達人
reżyseria: Lee Hyung-min
scenariusz: Eriko Kitagawa, na podstawie powieści Kim Seong-hee
muzyka: Kim Jaejoong "Love"
zdjęcia: Jin Jin
producent: Shin Hyun-taek, Go Dae-jung
występują: Kim Jaejoong (jako Shin Jae-joon), Han Hyo-joo (jako Jo Ha-na), Kim Chang-wan, Jin-mo Ju


Eteryczny, romantyczny film o tajemniczym dostarczycielu listów z ziemi do raju i młodej dziewczynie, którzy spotykają się przy skrzynce na listy. To skrzynka w odludnym miejscu, do której ludzie wrzucają listy napisane do swoich bliskich zmarłych. Tych dwoje zgadza się na wspólną "pracę", która polega na odbieraniu korespondencji, czytaniu listów i czasem kontaktowaniu się z ich nadawcami, by pomóc im ukoić smutek i żal.


Senną atmosferę filmu podkreślają zdjęcia - stonowana kolorystyka, miękkie światło, zamglone dalsze plany. Kadry z filmu przypominają sesje zdjęciowe dla koreańskich magazynów mody dla młodych kobiet - pastelowa kolorystyka, niski kontrast, soften and blur. I wygląda to naprawdę ładnie.


Ta koreańsko-japońska produkcja powstała w ramach projektu "Telecinema7" i była jednym z siedmiu pełnometrażowych filmów stworzonych przy współpracy koreańskich reżyserów i japońskich scenarzystów.


Mnie ten film nie wciągnął. I poza ładnymi zdjęciami oraz samym Jaejoongiem, miłym dla oka, aczkolwiek aktorsko niezachwycającym, nie widzę w tym filmie innych atutów. Ale są w nim wzruszające sceny, jest romantyczna ładna historia i na świąteczny czy weekendowy wieczór może to być dobry wybór.


Moja ocena: 2,5 - trochę mnie nudził, ale obejrzałam do końca ;-)

Kuro, 2012, Japonia

Kilkoro młodych ludzi, jednak różnych  - wiekiem, zawodem, podejściem do życia, charakterem - spędza niedługi czas razem w opuszczonym hotelu nad morzem. Gdy wracają, są odrobinę inni. Tylko odrobinę, ale jednak. Film jest formalnym eksperymentem - każda scena została nakręcona tylko raz, bez względu na jakość gry aktorskiej.


tytuł oryginalny: はなればなれに, Hanare Banareni
inne tytuły: Kuro
reżyseria: Daisuke Shimote
scenariusz: Daisuke Shimote
muzyka: Airi Kido, Hideo Nakaizumi
zdjęcia: Takahiro Haibara
montaż: Yusuke Nagae
producent: Takahito Obinata, Taeko Sudo
występują: Airi Kido (jako Kuro), Yu Saitoh (Eito), Hideo Nakaizumi (jako Gou), Wakana Matsumoto, Miwako Wagatsuma


Film jest lekki, przestrzenny wizualnie, jasny kolorystycznie, opatrzony lekką impresyjną muzyką i czerwonymi elementami charakteryzacji bohaterów (co dodaje kolorytu i energii kadrom). Sceny następują po sobie nagle, bez płynności, lecz zgodnie z logiką fabuły, zawierają wiele lekkiego, choć niewyszukanego humoru sytuacyjnego.


Jeśli dodać do tego krótkiego opisu, że większość akcji dzieje się w otoczeniu przyrody, nad morzem, wśród zieleni, to można by sądzić, że jest to urokliwy, spokojny, pogodny i miły dla oka i ucha film. Tak też opisywany jest w recenzjach - jako lekki jak piórko film nawiązujący do francuskiej nowej fali.


Moim zdaniem ten opis jednak określa potencjał tego filmu, to, czym ten film mógł być, gdyby go zrealizowano w sposób... bardziej tradycyjny. Mnie raziła nieprofesjonalność scen, amatorskość. Ten sposób realizacji filmu sprawił, że trudno mi było wejść w jego nastój, zapomnieć się w fabule.


Chropowatość i brak płynności scen wytrącały mnie ze śledzenia fabuły, tak, że co i raz rozglądałam się po sali kinowej. Dodatkowo nie przekonała mnie gra aktorska - aktorzy nie byli postaciami, które grali, raczej pozowali na nie. Ale podobnie jak recenzenci filmu przyznaję, że film ma swój urok. Dodaję też plus za ścieżkę dźwiękową. Jest to pierwszy film reżysera Daisuke Shimote.


Film był wyświetlany w ramach 29. Warszawskiego Festiwalu Filmowego w części konkursowej "1-2".

Trailer do filmu:

Moja ocena:  2 - nie podobał mi się :-|

Instant numa, 2009, Japonia

Instant numa, czyli bagno w proszku - to jednocześnie metafora życia głównej bohaterki i coś jak najbardziej dosłownego. Owo bagno jest symbolem straty tego, co ważne, i pecha życiowego, ale to właśnie poprzez nie bohaterka naprawia swoje życie. To lekka, kolorowa komedia, w której dużo się dzieje, postacie są barwne, sytuacje wesołe i czasem zaskakujące.


tytuł oryginalny: Instant numa, Insutanto numa, インスタント沼
inne tytuły: Instant swamp
reżyseria: Satoshi Miki
scenariusz: Satoshi Miki
muzyka: Osamu Sakaguchi
zdjęcia: Shinya Kimura
scenografia: Toshihiro Isomi
kostiumy: Junko Katsumata, Kouko Yamase
producent: Takeshi Suzuki
występują: Kumiko Asō (jako Haname Jinchoge), Ryo Kase (jako Gus), Morio Kazama (jako Denkyu), Keiko Matsuzaka (jako mama Haname, Midori Jinchoge), Shōko Aida (jako Wakako Ihyama), Eri Fuse (jako Sen Ichinose), Shunsuke Matsuoka (jako fotograf Futa Amayo), Yoichi Nukumizu (jako urzędnik), Yutaka Matsushige, Tetsu Watanabe


Haname ma życiowego pecha: pracuje w redakcji, lecz nie odnosi zawodowego sukcesu, mężczyzna, który się jej podoba, wiąże się z jej koleżanką, jej mama w wyniku nieszczęśliwego wypadku traci przytomność... A w tym wszystkim prześladuje ją myśl, że całe swoje szczęście utopiła w pewnym bagnie, które pochłonęło jej pamiątki z dzieciństwa. Odnaleziony list sprzed lat sprawia jednak, że w życiu kobiety zaczyna się coś zmieniać.


Jest to film pełny kolorowych, szybkich scen, słów, gagów, zróżnicowanych, może trochę przerysowanych postaci, w sam raz na wypełnienie wolnego czasu, z którym nie wiemy, co zrobić. Moim zdaniem jednak, jeśli mamy coś ciekawszego do zrobienia, to możemy spokojnie zrezygnować z tego filmu, nic nie tracąc. Mnie ten film nie przekonał - nawet jeśli reżyser wykorzystuje w fabule poważniejsze wątki, przedstawienie ich jakoś nie służy głębszej refleksji ani nie wzbudza szczególnych uczuć. Ot, jak napisałam we wstępie, lekka komedia.


Jednak dla poszukiwaczy niemącącej spokoju ducha kolorowej rozrywki jest to film w sam raz, i muszę przyznać, że kilka scen jest zabawnych i kilka pomysłów rzeczywiście zaskakuje. Film rzeczywiście wywołuje uśmiech i może być dobrym pomysłem na weekendowe popołudnie. Paru rzeczy mi w nim jednak zabrakło, wyjaśnienia głównego wątku, pewnej rozmowy, a może nawet dwóch, podkreślenia jakichś emocji. Ale film być może wtedy nie byłby lekką komedią...

Trailer filmu:

Moja ocena: 3 - w miarę ciekawe w trakcie oglądania, ale potem stwierdziłam, że niekoniecznie ;-)

Ame agaru, 1999, Francja, Japonia

To opowieść o uprzejmym roninie. Uprzejmym wyjątkowo, nawet jak na standardy japońskie, co, jak się okazuje, może nawet być kłopotliwe. Ów wyjątkowy bohater sprawia, że film ten wyróżnia się wśród filmów poświęconych historiom samurajskim. Mimo że mamy tu samuraja szukającego zatrudnienia, co z kolei jest powszechnym tematem takiego kina, w tym również filmów Kurosawy, to jednak jest to samuraj nietypowy. Uśmiechnięty i realizujący niemalże chrześcijański postulat miłości bliźniego.


tytuł oryginalny: 雨あがる, Ame agaru
inne tytuły: Po deszczu, After the Rain, Après la Pluie
reżyseria: Takashi Koizumi
scenariusz: na podstawie ostatniego scenariusza pozostawionego przez Akirę Kurosawę napisanego na podstawie opowiadania Yamamoto Shūgorō
muzyka: Masaru Satō
zdjęcia: Shōji Ueda
montaż: Hideto Aga
scenografia: Yoshirō Muraki, Teruyo Nogami, Hideto Aga
kostiumy: Kazuko Kurosawa
dźwięk: Kenichi Benitani
producent: Masato Hara, Hisao Kurosawa, Tsutomu Sakurai, Kayo Yoshida
występują: Akira Terao (jako Ihei Misawa), Yoshiko Miyazaki (jako Tayo Misawa), Shirō Mifune (jako lord Shigeaki), Mieko Harada (jako Okin), Fumi Dan (jako Okugata), Tatsuya Nakadai (jako Gettan Tsuji),


Oglądałam ten film z nazwiskiem Akiry Kurosawy w pamięci, lecz jest to film zupełnie inny od obrazów, do jakich przyzwyczaił mnie ten reżyser, i nie tylko dlatego, że w obsadzie zabrakło Toshirō Mifune. To zupełnie inne kino, a mimo nazwiska Kurosawy w obsadzie (jako autora scenariusza) właściwym twórcą filmu jest zupełnie inny człowiek: reżyser Takashi Koizumi. To kolejna ekranizacja nowelki pisarza japońskiego z pierwszej połowy XX wieku, Shūgorō Yamamoto, autora przedwojennej serii opowieści o samurajach.


Chociaż film nie powinien zaskakiwać tym, że ukazuje sympatię i współczucie ronina (a więc szlachcica) wobec chłopów (odnajdujemy ten motyw także w "Siedmiu samurajach"), to jednak łagodność i uczynność Ihei Misawy wzbudza zadziwienie nawet filmowych postaci.



Film się ogląda miło, choć momentami postawa życiowa głównego bohatera - bliska buddyjskiemu oświeceniu - wydawała mi się nierealna. Ale może dlatego, że nie jestem przyzwyczajona do rozpatrywania tego rodzaju podejścia do życia - nie stykam się z nim ani w swoim otoczeniu, ani do tej pory nie widziałam jej w takiej formie w filmie.


Ihei Misawa ćwiczy kata Katori Shinto Ryu:



Trailer:



Moja ocena: 3 - w miarę ciekawe w trakcie oglądania :-).

Chińska szkatułka, 1997, Francja, Japonia, USA (Hongkong)

Rok 1997 - kończy się epoka Brytyjczyków w Hongkongu, który po ponad stu latach  - dokładnie 1 lipca - wraca pod administrację Chin. Akcja filmu zaś rozgrywa się w pierwszej połowie roku - zmiany zachodzące w regionie są nie tylko tłem opowiadanych historii (i historii w historiach, jak w chińskiej szkatułce), ale przenikającym wszystko prawem - zmieniają się władze, zmienia się Hongkong, zmienia się rzeczywistość, zmieniają się losy, zmieniają się ludzie, zmienia się także czasem ich przeszłość.


tytuł oryginalny: Chinese Box
inne tytuły: Chińska szkatułka, 中國匣
reżyseria: Wayne Wang
scenariusz: Jean-Claude Carrière, Larry Gross, na odstawie powieści "Kowloon Tong" Paula Theroux
muzyka: Graeme Revell
zdjęcia: Vilko Filač
montaż: Christopher Tellefsen
scenografia: Chris Wong
producent: Wayne Wang, Lydia Dean Pilcher, Jean-Louis Piel
występują: Jeremy Irons (jako John), Li Gong (jako Vivian), Maggie Cheung (jako Jean), Michael Hui (jako Chang), Rubén Blades (jako Jim).

Gong Li i Jeremy Irons. 

W filmie grają dwie znane na Zachodzie chińskie aktorki: Gong Li i Maggie Cheung. Gong Li zagrała wyraziście w "Wyznaniach gejszy", na podstawie tego filmu jednak trudno byłoby stwierdzić cokolwiek o jej aktorskich zdolnościach. Postać przez nią grana w "Chińskiej szkatułce" prawie w ogóle nie gra mimiką, jest nieprzenikniona, aktorka jest bardzo oszczędna w gestach - ale niezaprzeczalnie jest piękna.

 Jeremy Irons i Maggie Cheung.

Niekonwencjonalną postać gra zaś Maggie Cheung, bardzo dobra hongkońska aktorka, znana z takich filmów jak "Hero" (grała tam Śnieżynkę) i "Spragnieni miłości" (jako pani Chan). Byłam bardzo ciekawa jej roli w tym filmie - dziwnej dziewczyny opowiadającej prawdziwe/nieprawdziwe historie. Być może miała ona właśnie uosabiać Hongkong?

 Michael Hui, Jeremy Irons, Gong Li.

Kilka scen filmu odebrałam jako drastyczne. Jest w tej opowieści trochę refleksji, jest metafora. Ogłuszające zmiany, zewnętrzne i wewnętrzne. Nic, co się wydaje stałe i pewne, takim nie jest. Coś, co wydaje się prawdziwe, opowiada nieprawdziwą historię. Czasem choć bije nam serce, jesteśmy martwi.

Oto trailer:


Moja ocena: 2 - nie podobał mi się :-|

Straż przyboczna, 1961, Japonia

Samotny, wędrujący przez Japonię ronin to powszechny motyw w kinematografii japońskiej. Akira Kurosawa wzbogaca go jednak o elementy zaczerpnięte ze stylistyki amerykańskiego westernu. Mamy więc miasteczko podzielone ulicą, na której wiatr wzbudza tumany pyłu, mamy dwie zwalczające się grupy przestępcze i przybysza bez imienia, w którego rolę wcielił się Toshirō Mifune. Nie zabrakło również rewolweru i spotkania w samo południe...


tytuł oryginalny: 用心棒, Yojinbo
inne tytuły: Yojimbo, Straż przyboczna
reżyseria: Akira Kurosawa
scenariusz: Ryūzō Kikushima, Akira Kurosawa
muzyka: Masaru Satō
zdjęcia: Kazuo Miyagawa, Takao Saito
montaż: Akira Kurosawa
scenografia: Yoshirō Muraki
dźwięk: Hisashi Shimonaga, Masanobu Miyazaki, Choshichiro Mikami
producent: Ryūzō Kikushima, Tomoyuki Tanaka, Akira Kurosawa
występują: Toshirō Mifune (jako Sanjūrō Kuwabatake), Tatsuya Nakadai (jako Unosuke), Eijirō Tōno (jako Gonji, karczmarz), Kamatari Fujiwara (jako Tazaemon), Takashi Shimura (jako Tokuemon, wytwórca sake), Seizaburō Kawazu (jako Seibei), Hiroshi Tachikawa (jako Yoichiro), Kyū Sazanka (jako Ushitora), Atsushi Watanabe (jako grabarz), Daisuke Katō (Inokichi, jako brat Ushitory),


Akcja filmu rozgrywa się w 1860 roku, w czasach, gdy klasa samurajska traci swoje znaczenie, a pozbawieni panów samurajowie podróżują po kraju w poszukiwaniu zajęcia.


Pisząc scenariusz do filmu Kurosawa inspirował się amerykańskim kinem. W 1964 roku Sergio Leone nakręcił film zatytułowany "Za garść dolarów" ("A Fistful of Dollars"), który okazał się bezprawnie zrealizowanym remakiem filmu Kurosawy. O swoje prawa upomniała się japońska wytwórnia Toho, która wygrała proces sądowy.

Ronin i towarzyszący mu dwaj mieszkańcy miasteczka:
karczmarz Gonji (po lewej) i grabarz (po prawej).


W podobną rolę - wędrującego bezimiennego ronina - Toshiro Mifune wcielił się w następnym, 1962 roku, w filmie Akary Kurosawy "Sanjuro - samuraj znikąd", z tym że ten drugi film zrealizowany jest w bardziej żartobliwej konwencji.


Film obejrzałam z zainteresowaniem, aczkolwiek mniej więcej w połowie jakby zgubiłam na moment zainteresowanie fabułą - miałam wrażenie, że gdzieś w połowie akcja filmu się zawiesza, jakby reżyser nie był pewny, w którym kierunku poprowadzić fabułę, po czym opowieść z trochę intrygującej, trochę żartobliwej zmienia się w poważną i niepokojącą.


Podobała mi się gra aktorów, a wszystkie postacie razem tworzą złożony z najrozmaitszych typów ludzkich teatr.


Trailer do filmu - co ciekawe większość scen w trailerze wygląda inaczej niż w filmie ;-).


Moja ocena: 2,5 - trochę mnie nudził, ale obejrzałam do końca, bo pomyślałam, że to nie jest zły film :-)

Listy z Iwo Jimy, 2006, USA (Japonia)

W lutym i marcu 1945 roku rozegrała się bitwa o Iwo Jimę - japońską wyspę oddaloną daleko na południe od głównego łańcucha Wysp Japońskich. Mający niewystarczające siły do obrony wyspy Japończycy zbudowali w górze Suribachi 18-kilometrową siatkę podziemnych korytarzy, które umożliwiały transportowanie amunicji i żołnierzy bez narażania na atak amerykański. Dwudziestotysięcznym japońskim garnizonem dowodził generał Tadamichi Kuribayashi.


tytuł oryginalny: Letters from Iwo Jima
inne tytuły: Listy z Iwo Jimy
reżyseria: Clint Eastwood
scenariusz: Paul Haggis, Iris Yamashita, na podstawie listów generała Tadamichiego Kuribayashiego
muzyka: Kyle Eastwood, Michael Stevens
dźwięk: Bub Asman, Alan Robert Murray
zdjęcia: Tom Stern
montaż: Joel Cox, Gary Roach
scenografia: Gary Fettis, Henry Bumstead, James J. Murakami
kostiumy: Deborah Hopper
producent: Steven Spielberg, Clint Eastwood, Robert Lorenz, Paul Haggis
występują: Ken Watanabe (jako generał Tadamichi Kuribayashi), Kazunari Ninomiya (jako Saigo), Tsuyoshi Ihara (jako Nishi), Ryo Kase (jako Shimizu), Shidō Nakamura (jako porucznik Ito), Hiroshi Watanabe, Yoshio Iizuka, Yuki Matsuzaki, Yūki Nae (jako Hanako), Nobumasa Sakagami

Ken Watanabe jako generał Tadamichi Kuribayashi.

Generał Kuribayashi - od pierwszych minut, kiedy pojawia się w filmie, tak samo jak od pierwszych zdań notki o nim, widzimy, że był to człowiek nieprzeciętny. Poeta haiku, dyplomata, interesujący się losem swoich podwładnych, przeciwnik taktyki banzai (samobójczych ataków na wroga, którym towarzyszył okrzyk "Tenno heika banzai" - "niech żyje Cesarz"). Według pozostawionych wspomnień doglądał rannych w bitwach żołnierzy, co uważane było za nietypowe. Ken Watanabe, który wcielił się w rolę generała, a nawet czytał jego listy, rzeczywiście jest... inny. Inny od pozostałych oficerów japońskich. Do tego stopnia, że oglądając film, zarzuciłam reżyserowi nierzetelność, a aktorowi "niejapońskość"...

Kazunari Ninomiya jako Saigo. 

Mój sceptycyzm wzmogło również to, że film jest produkcją amerykańską. Bitwa o Iwo Jimę nakręcona według tego, jak amerykanom się wydaje, że wyglądała oczami Japończyków. Phi!

Gdy zaczęłam szukać informacji o tej bitwie i generale Kuribayashim, ze zdziwieniem przeczytałam, że to, co brałam za "amerykańskie" zachowanie Kuribayashiego, i o co obwiniałam Eastwooda, rzeczywiście było faktem - Kuribayashi uważany był za oficera, który nie wierzył do końca w wygraną Japonii w wojnie z Amerykanami. Jego sceptycyzm, a także sugestie, by konflikt rozwiązać drogą dyplomatyczną, były źle widziane. Kuribayashi otrzymał rozkaz wyjazdu i obrony Iwo Jimy 8 czerwca 1944 roku. Zdawał sobie sprawę, że został wysłany w misję samobójczą.


Zmierzając do oceny filmu: mimo ciekawej historycznej tematyki, przedstawienia postaci Kuribayashiego, mimo niezaprzeczalnej wartości tego filmu (czytane autentyczne fragmenty listów, postaci historyczne, wiele dobrych scen), ten film mnie drażnił. Dlaczego? Dlatego, że postać Kuribayashiego gentlemana, pochylającego się nad żołnierzami, zakazującego samobójstw, powstrzymującego rękę oficera chcącego kataną ściąć głowy tym, którzy uciekli z pola walki - umiejscowiona jest między dwoma skontrastowanymi przedstawieniami: 1) Kuribashiego na bankiecie amerykańskim, elokwentnie po angielsku prowadzącego kurtuazyjne rozmowy z Amerykanami; 2) impulsywnymi, popełniającymi samobójstwa, krzyczącymi "banzai", machającymi katanami, podejmującymi katastrofalne decyzje Japończykami.

Kazunari Ninomiya, aktor odgrywający głównego bohatera filmu, 
to członek słynnego popowego zespołu Arashi.

Zdaję sobie sprawę, że większość japońskich żołnierzy i oficerów taka była właśnie - impulsywna, samobójcza, nierzadko okrutna aż do sadyzmu. Ale jednak przedstawienie w filmie, który miał być "bitwą widzianą oczami Japończyków" japońskiej władzy w jedynie negatywnym świetle, negatywne przedstawienie japońskiego rozumienia słowa "patriotyzm", przedstawienie samobójstwa w sposób nie honorowy, a jako niesubordynację - mnie zdziwiło.

Film został doceniony przez krytyków oraz zarówno amerykańskich, jak i japońskich widzów. Zdobył wiele nagród, w tym był trzy razy nominowany do Oscara i (jedną nagrodę akademii otrzymał za montaż dźwięku).


Moja ocena: 2 - nie podobał mi się :-|

Wangan Midnight, 2009, Japonia

Akio Asakura, młody chłopak, znajduje zniszczony samochód na złomowisku i decyduje się na renowację auta. Okazuje się, że to Devil Z, legendarny, niepokonany niebieski sportowy nissan. Ale wygląda na to, że ciąży na nim klątwa. Devil Z zabija wszystkich swoich właścicieli.


tytuł oryginalny: 湾岸ミッドナイト
inne tytuły: Wangan middonaito, Wangan Midnight the Movie
reżyseria: Atsushi Muroga
scenariusz: Yasutoshi Murakawa, Atsushi Muroga, na podstawie mangi Michiharu Kusunokiego
dźwięk: Gen Komiya
zdjęcia: Masafumi Seki
producent: Masanori Kawashima, Hideyuki Sakurai, Hideo Tsujihata, Kyōsuke Ueno
występują: Yūichi Nakamura (jako Akio Asakura), Ryōko Kobayashi (jako Eriko Asakura), Kazuki Alex Kato (jako Tatsuya Shima), Kōsuke Yonehara, Rio Matsumoto, Yoshihiko Hakamada


Film o wyścigach samochodowych. Cóż więcej można napisać? Minimalny szkic fabularny jest tylko dodatkiem do ścigających się ze sobą, oczywiście nocą w świetle miejskich latarni tokijskiego Wangan, samochodów. Mamy jednak kilkoro bohaterów.


Moim zdaniem: niewyrafinowany scenariusz, sztywna gra aktorska. Ale jest to jeden z filmów "mangowych", w którym ten mangowy pierwowzór jest bardzo widoczny i może właśnie dlatego fabuła filmu jest uproszczona. Oglądając ten film, wręcz widziałam przed oczami przekładające się strony mangi, choć tej konkretnej mangi akurat nie czytałam.

Akio Asakura (Yūichi Nakamura) w swoim nissanie fairlady Z (S30)
(Datsun 240Z/260Z/280Z).

Tatsuya Shima (Kazuki Kato) - Black Bird (Porsche 911 Turbo 964).


"Wangan Midnight", jednak podejrzewam, dla wielu osób ma większą wartość niż tylko jako film sam w sobie - to kolejne medium opowiadające historię Devil Z i jego przeciwnika Black Bird, bo poza mangą była już seria anime, serial i gry video. Dla tych, dla których Devil Z ma znaczenie kultowe - film ma na pewno większą wartość :-).

Film można obejrzeć tutaj:


Moja ocena: 1 - beznadzieja :-/ Ale widzę, że film ma wielu fanów i czasem dobre oceny.