"Wielki mistrz" to najnowszy film słynnego hongkońskiego reżysera Wong Kar-Waia. To opowieść o mistrzu sztuk walki - legendarnym, niepokonanym Ip Manie, postaci autentycznej. To historia również Chin, Hongkongu i stylu walki wing chun. A w tej historii wspomniano również o innej, już bardziej współczesnej legendzie - Brusie Lee. Miał on szkolić się jako dziecko w sztukach walki właśnie pod okiem głównego bohatera.
tytuł oryginalny: Yut doi jung si
inne tytuły: The Grandmaster, Wielki mistrz
reżyseria: Wong Kar-Wai
scenariusz: Wong Kar-Wai, Haofeng Xu, Jingzhi Zou
muzyka: Frankie Chan, Shigeru Umebayashi
dźwięk: Robert Mackenzie
zdjęcia: Philippe Le Sourd
montaż: William Chang
scenografia: William Chang, Tony Au
kostiumy: William Chang
producent: Wong Kar-Wai,
występują: Tony Leung Chiu Wai (jako Ip Man), Ziyi Zhang (jako Gong Er), Chen Chang (jako "Brzytwa"), Hye-kyo Song (jako żona Ip Mana), Benshan Zhao, Brigitte Lin
Początek filmu to wiosna życia Ip Mana - granego przez Tony'ego Leung Chiu Wai ("Spragnieni miłości", "Ostrożnie: pożądanie"). To także wiosna Chin. Wśród czerwieni lamp i żywej zieleni jadeitów, w bogato zdobionych wnętrzach płynie życie rodzinne, trwa rywalizacja między rodami, walka o władzę, w domach publicznych urządzane są opery i spotkania arystokracji.
To lata 30., czas, w którym walka wręcz była nie mniej wyrafinowana niż potyczka intelektualna mądrych umysłów, wielką sztukę podziwiało się w towarzystwie kurtyzan, a honor i charakter nie znaczyły mniej niż siła fizyczna.
Tu, w południowym Foshanie, poznajemy drugą postać tej opowieści - dziedziczkę północnych stylów walki Gong Er, zagraną przez piękną Ziyi Zhang ("Wyznania gejszy", "Dom Latających Sztyletów"). Lecz nie, nie będzie to romans, nie będzie to także konflikt - tych dwoje połączy (i rozdzieli) rywalizacja, inspiracja i dusza epoki, w której wyrośli, i która minęła.
Bo zanim widz się spostrzeże, kolory filmu zbladną. Wiosna się skończy, a po niej nastanie... zima: okupacja japońska, wojna domowa w Chinach, a zaraz potem komunizm. Reżyser nie przywołuje nazw, wydarzeń, kampanii, lecz mróz ścina kolory, zabija serca, spłyca charaktery i odbiera godność. Ten świat w wyraźnym kontraście do przeszłości nie pozostaje bez wpływu na naszych bohaterów.
Co się stało z kobietą, tego nie będę zdradzać, jaki los przypadł Ip Manowi, nie jest tajemnicą, słyszeli o nim z pewnością ci, którzy interesują się chińskimi sztukami walki, w szczególności stylem wing chun, rozwijanym także w Polsce.
To sentymentalny film, pokazujący tragiczny upadek wartości w Kraju Środka, dawną świetność, utratę honoru. Podążamy w czasie wraz z bohaterami przez dwadzieścia lat historii. Ale film mówi też o ocaleniu części dawnej wiedzy, o możliwości przekazania jej kolejnemu pokoleniu.
Atutem obrazu są wyjątkowo dopracowane sceny walki i różnorodność zastosowanych stylów. Aktorzy przygotowywali się do zdjęć od 2008 roku szkoląc się w wing chun (Tony Leung podczas przygotowań do roli niestety złamał rękę). Myślę, że film nie zawiedzie fanów Wong Kar-Waia, gdyż reżyser zachował swój specyficzny stonowany, elegancki styl. Piękne "miękkie" zdjęcia, zachwycająca scenografia i kostiumy, szczególnie w pierwszej części filmu zrobiły na mnie duże wrażenie, a najbardziej chyba hongkońskie suknie heongsam.
Obraz udało mi się obejrzeć na premierowym pokazie w ramach 7. Festiwalu Filmów Azjatyckich Pięć Smaków.
A oto trailer do filmu:
Moja ocena: 4 - podobało mi się :-D